Współtworzę ;)

Kontakt

GG: 13093544
Twitter: @daisy_eyes

Polecam!

Liebsten Awards

Obserwatorzy

Translate

piątek, 3 stycznia 2014

Sen - 1

Rozdział 1.
            Następnego dnia rodzice pojechali zwiedzać miasto. Wymigałam się od tej wycieczki, mówiąc im, że nie najlepiej się czuję. Usiałam na kanapie, w głównym pomieszczeniu hotelu.  Ciągle miałam chęć, by pójść do pobliskiego lasu i dowiedzieć się, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę. W głębi duszy miałam nadzieję, że to był zwykły, choć bardzo realistyczny, sen, jednak bałam się, że będzie odwrotnie. Chcąc wyrzucić z głowy te myśli, zanurzyłam się w czarnej lekturze pana Poe. Skupiłam się na książce, wcielając się w bohatera. Mogłabym trwać w tym stanie wieczność.
- Hm… Edgar Allan Poe – odezwał się, przerażająco znajomy, głos. – Uroczo.
            Oderwałam oczy od książki i  aż podskoczyłam, gdy zauważyłam kto usiadł koło mnie.
- Ty ! – wykrzyknęłam  oskarżycielsko. – To ty !
- Dziwne, bym był kimś innym. – uśmiechnął się szeroko, pokazując białe zęby.
- Co to było ? – zapytałam przerażona.
- Co ? – zdziwił się, ale szybko zrozumiał. – Aa… sen. Przepraszam cię, za tamto.
            Złapał moją książkę, jak gdyby nigdy nic, i zaczął ją przeglądać, a ja wpatrywałam się w niego, nie rozumiejąc.
- Musisz być bardzo inteligentna. – mruknął, dalej przewracając strony w książce. – Nie często się spotyka osoby, czytające takie książki.
            Wyrwałam mu książkę z ręki i szybko wstałam.
- Kim jesteś ? – zapytałam, chyba trochę za głośno, bo parę osób spojrzało się w naszą stronę.
- Może wyjdziemy porozmawiać ? – zapytał z szerokim uśmiechem.  Wstał i złapał mnie delikatnie za łokieć, chcąc poprowadzić do wyjścia. Wyrwałam rękę z uścisku.
- Nigdzie z tobą nie idę ! – krzyknęłam, nie zwracając uwagi na otaczających nas ludzi. Kiedy zauważyłam w jego spojrzeniu, że moja niechęć niczego nie zmienia, szybko dodałam: - Mama zabrania mi wychodzenia z nieznajomymi.
- Nie szkodzi. Jestem Sean. A teraz już chodźmy. – złapał mnie znów za rękę i w jednej chwili wyprowadził przed hotel. – Przejdziemy się ? – zapytał, jak dżentelmen, uśmiechając się triumfująco.
- A mam inne wyjście ? – mruknęłam zrezygnowana.
            Wyciągnął w moją stronę rękę, chcąc mnie poprowadzić. Bez słów minęłam go  i ruszyłam swoją drogą.
*  *  *
- Gdzie jesteśmy ? – zapytałam zaciekawiona.
- Nie kojarzysz ?
- A powinnam ? – odpowiedziałam pytaniem i od razu  przypomniałam sobie to miejsce, z mojego snu.
            Byliśmy na polanie. Poczułam dziwne dreszcze, gdy zorientowałam się, gdzie jestem.  Ale w dzień czułam się tu znakomicie. Otaczająca mnie zieleń sprawiała, że chciałam tu zostać. Zauważyłam kawałek dalej, za drzewami rzeczkę. Podeszłam do niej.  Usiadłam przy brzegu i napawałam się szumem wody.
- Nieco dalej jest mini wodospad. – usłyszałam Seana koło mnie.  Uśmiechnęłam się na myśl o wodospadzie. – Więc.. – zaczął. – Jak masz na imię ?
            Spiorunowałam go wzrokiem.
- Skoro ty znasz moje imię, może ja mógłbym poznać twoje ? – zapytał, niemal błagalnie.
            Co mi szkodzi ?
- Kathy.
- Hm... Kathy. – wymówił moje imię powoli, jakby je chłonął.- Pewnie masz sporo pytań.
            Właściwie tak. Miałam wiele pytań, ale jakie zadać ? Wszystkie  ukryły się w zakamarkach mózgu.
- Co chcesz wiedzieć ? – zapytał, widząc moje niezdecydowanie.
- Wszystko. – odparłam.
- Okay. – powiedział zmieszany. – Mam na imię Sean…
- To wiem.- mruknęłam. Złapałam najbliższy patyk i zaczęłam zanurzać go w wodzie. – Jakim cudem byłeś w moim śnie ?
- Cóż… - zaczął, jakby wymyślał sobie wymówkę. – To było niechcący.  Srebrna kula.
- Już to mówiłeś. Co to znaczy ? – zapytałam ciekawa.
            Roześmiał się.
- Po prostu księżyc. W pełni.
- Co to ma do rzeczy ? – zapytałam.
- Wszystko. – uśmiechnął się szeroko i usiadł koło mnie. – W czasie pełni bariera między rzeczywistością i snem jest bardzo cienka.
            Patrzyłam się  na niego tępo.
- Więc postanowiłeś wtargnąć do mojego snu ? –zapytałam oskarżycielsko.
-Nie. Przynajmniej nie specjalnie. – powiedział smutno. – Widzisz, ja nad tym nie panuję. W tą noc ktoś wślizgnął się do twojego snu, a mnie samego tam poniosło.
            W sumie to się zgadzało. Początkowa atmosfera we śnie była dość… przerażająca. Potem, gdy zjawił się Sean, poczułam się bezpieczna…
- Kim ty jesteś ? – zapytałam.
- Nazywają nas Strażnikami Snów.  Jak sama nazwa mówi, pilnujemy snów. – powiedział poważnie.
            Wpatrywałam się w jego szare oczy, szukając w nich jakiegoś błysku.
                        Może się ze mnie nabija  ?
- Taa… jasne.- roześmiałam się, ale kiedy zauważyłam, że Sean nadal jest poważny, ucichłam.-Serio ? - zapytałam przerażona.
- Tak. - odparł smutno.
            Nastąpiła cisza, w której próbowałam sobie to wszystko poukładać. Po pierwsze, Sean,  „chłopak z moich snów”, był tu naprawdę. Po drugie, był on jakimś Strażnikiem Snów. Po trzecie, ktoś „zły” wtargnął do mojego snu, a  Sean mnie uratował…
- A ten ktoś, kto wlazł do mojego snu, kim był ? – zapytałam z przerażeniem.
- Nie wiem. – odpowiedział z zamyśleniem. – Strażnicy Snów umieją tropić takie osoby..
- No to na co czekasz ? – zawołałam pobudzona. – Wytrop go.
- To nie takie proste, Kathy. – powiedział smutno.
- Czemu ? – byłam zdziwiona jego odpowiedzią.
- Nie jestem w pełni Strażnikiem. – ukrył twarz w dłoniach i mówił cicho, ale i tak dobrze go słyszałam. – W młodości byłem szkolony, by nim zostać, ale nie chciałem iść w ślady mojej rodziny, a oni nie pozwolili mi tego rzucić, więc uciekłem. Tylko nie domyśliłem się, że ta moc będzie na mnie ciążyć.  – podniósł głowę i spojrzał się w moje oczy. Widziałam w nich ból. – Nie nauczyłem się nad nią panować, choć ciągle próbuję. Nie często mi się to zdarza, że wchodzę do czyichś snów, ale w noc srebrnej kuli jestem bezbronny. Pomimo tego, że chciałem  pozbyć się rodzinnego fachu, to i tak dało to o sobie znać i walczę ze stworami zagrażającymi śpiącym ludziom.
            Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co powiedział Sean.
- Stworami ? – zapytałam zdziwiona.
- Czasami. – uśmiechnął się słabo. 
            Zamknęłam oczy i podparłam się z tyłu rękami. Słuchałam szumu wody i koncertu ptaków. Czułam się tu bezpiecznie, jak nigdy wcześniej, a obecność Seana, jeszcze bardziej mnie pocieszała.
- Nie wyglądasz na zdziwioną i przerażoną…  - zauważył Sean.
            Uśmiechnęłam się szeroko, nie otwierając oczu.
- Wciąż myślę, że to wszystko to sen.
Usłyszałam cichy śmiech Seana. Miło mi się z nim gawędziło, co było dziwne, jak na mnie. Nigdy nie potrafiłam się dogadać z chłopakiem. Może to dlatego, ze jestem jedynaczką ?
- A co z tym potworem ? – zapytałam nagle, kierując wzrok na Seana. – Wróci do mnie we śnie ?
- Nie jestem pewien – mruknął ponuro. – Ale lepiej nie ryzykujmy.
            Ton jego głosu przykuł moją uwagę.
- Co masz na myśli ? – zapytałam.
- Przekonasz się. – odparł z tajemniczym uśmieszkiem. – A teraz chodź, odprowadzę cię do hotelu.
                                                                       *
            Stałem pośród cieni drzew, przyglądając się hotelowemu oknu. Rozbłysło światło. Wróciła. Poczułem ciepło, rozchodzące się po całym ciele. Zaledwie parę godzin, a  czuję jakby minęły wieki, odkąd ostatni raz ją widziałem. Niby zwykła dziewczyna, a zawładnęła mną w parę minut.
            Poczekam, aż jej rodzice usną. Szczęście, że ma osobny pokój.
 Kiedy zgasło światło, w pokoju jej rodziców, odczekałem parę minut i ruszyłem.  Zacząłem wspinać się, po budynku, by dostać się do jej balkonu.  To nie było zbyt trudne, zważywszy na to, że miała pokój na drugim piętrze, co ułatwiało sprawę.
            Kiedy znalazłem się wreszcie na odpowiednim balkonie, zajrzałem przez okno. Siedziała przed lustrem i czesała włosy, zamyślona i zmartwiona. Zastukałem cichutko w szybę.  Przestraszyła się i upuściła szczotkę. Kiedy zauważyła mnie za szybą, na jej twarzy zagościł uśmiech, pobudzając moje serce. Szybko mi otworzyła i zaprosiła do środka.
- Sean –powiedziała wesoło. – Co tu robisz ?
- Przyszedłem pilnować cię podczas snu. – odpowiedziałem poważnie.
- Znowu będziesz mi majstrował w śnie ? – zapytała zmęczona, i rzuciła się na łóżko.
- Nie.- powiedziałem pewnie. – Będę przy tobie siedział, a jeżeli zauważę, że coś się dzieję, to wkroczę do akcji.
            Spojrzała się na mnie pięknymi, dużymi, zielonymi oczami.
- Przez całą noc będziesz przy mnie siedział ? – zapytała z niedowierzeniem.
- Tak. – odparłem pewnie.
- A skąd będziesz wiedział, że coś się dzieje w moim śnie ? – zapytała sennie.
-  O to się już nie martw. – powiedziałem, dotykając jej policzka.
Zamknęła oczy, a po chwili już spała. Gdyby tylko wiedziała, jaka jest wyjątkowa. Gdyby wiedziała, że sen nie jest już dla niej bezpieczny, od tej pełni. Gdyby wiedziała, że to wszystko przeze mnie. Ale nie może się dowiedzieć. Muszę zadbać o jej bezpieczeństwo i szybko zniknąć. Kiedy patrzyłem, jak śpi, zdałem sobie sprawę, że to jest właśnie ideał dziewczyny.  Piękna w każdym calu. Gdybym mógł być normalnym facetem…
Nagle poczułem, jakby piorun uderzył prosto w moje serce. Spojrzałem się na Kathy. Zaciskała mocno palce.  Jej ciało zaczęło się rzucać.
Muszę ruszać…   Powinienem sam się tam przenieść… Czemu ciągle tu jestem ?
Będąc 10 – letnim chłopcem, nie nauczyłem się samemu wchodzić do snów. Przez ostatnie lata sam się w nich pojawiałem, bez kontroli.  Co mogę zrobić…?
            W głowie miałem pustkę, ale musiałem szybko reagować.  Dotknąłem  jej policzka i zbliżyłem usta do jej ust.
- Przepraszam . – szepnąłem, wiedząc, że robię to bez jej woli.
            Pocałowałem ją. Musiałem. To było jedyne wyjście. Zacząłem  kierować się do jej snu. Uczucie, jakby dryfowało się po nieznanym świecie, otoczonym urywkami snów, pędzących niczym galopujące konie, było dla mnie ciągle nowością. Wreszcie byłem na miejscu. Ten sam las, co ostatnio. Muszę się śpieszyć.   Szybko przedzierałem się przez gęste krzaki. Czułem ją. Była  niedaleko. Nagle coś uderzyło mnie od tyłu.  Upadłem. W błyskawicznym tempie wyjąłem z kieszeni nóż Strażników, nóż mojego ojca. Zalśnił błękitem, kiedy go dotknąłem. Szybko odwróciłem się na plecy i wbiłem nóż pomiędzy oczy potwora. Zawył groźnie. To był Aerls, potwór średniego stopnia. Potężny człowiek musiał go nasłać. Wyciągnąłem sztylet i biegłem dalej, do Kathy. Była na polanie. Przy wodzie.
- Kathy ! – krzyknąłem.
- Sean. – powiedziała z ulgą. Płakała. – Tak się bałam.
            Przytuliłem ją, ale nie było na to czasu. Złapałem ją za ramiona i spojrzałem prosto w oczy.
-Posłuchaj mnie. – powiedziałem spokojnie i  wolno. – Nie waż się dołączyć do walki. Jeżeli będę przegrywać nie waż się mi pomagać.  Jeżeli coś mi się stanie, uciekaj.  Postaraj się skupić i obudzić.
- Ale..
- Nie, Kathy, nie waż się mi pomagać. Pamiętaj. Jeżeli mi pomożesz to zostaniesz tu na zawsze. Zapadniesz w śpiączkę. – Zamknąłem oczy. Oparłem czoło o jej czoło. – Proszę, nie rób tego.
            Usłyszałem ryk potwora. Otworzyłem oczy. Puściłem Kathy i  odwróciłem się, by zmierzyć się ze stworem. Nagle coś złapało mnie za rękę. Odwróciłem się. Kathy. Cała zapłakana zbliżyła się do mnie i mnie pocałowała. Na ten pocałunek czekałem. Tego pragnąłem, ale nie mogłem ryzykować…  Popatrzyłem jeszcze chwilę na nią i rzuciłem się do ataku.
            Potwór wyglądał jak ogromny, ciemnoniebieski pies. Ścisnąłem  ostrze noża w ręce. Zalśnił potężnym niebieskim płomieniem, kiedy zetknął się z moją krwią.
- Zabawmy się. – mruknąłem i rzuciłem się do ataku.
             Biegłem w kierunku Aerlsa, omijając jego potężne łapy.  Niestety nie uczyłem się historii potworów. Jedyne co potrafię odróżnić, to nazwy tych stworów. Nie znałem słabego punktu Aerlsa. Kiedy łeb potwora schylał się w moim kierunku szybko złapałem za ucho i odrzutem łba, trafiłem na grzbiet. Wbiłem ostrze. Potwór zaryczał i stanął na dwóch łapach. Zacząłem zjeżdżać po grzbiecie tworząc głęboką ranę.  Spadłem na ziemię, a potem poczułem jak ogon potwora uderza we mnie z nadludzką siłą. Uderzyłem w drzewo. Czułem się, jakbym połamał żebra. Usłyszałem krzyk Kathy. Szybko wstałem, na chwiejnych nogach. Potwór zbliżał się do mnie. Zauważyłem, że przy uderzeniu upuściłem nóż.    Muszę dalej walczyć.  Wtedy coś błysnęło mi przed oczami.
- Nie.. – szepnąłem i rzuciłem się w kierunku potwora.
            To była Kathy. Złapała mój nóż i rzuciła się na Aerlsa, chcąc mnie uratować. Wbiła mu nóż prosto w oko.
- Nie ! – krzyknąłem.
            Kathy upadła na ziemię. Dobiegłem do niej. I złapałem w ramiona. Oddychała wolniej.  Poczułem gniew, silny gniew. Złapałem sztylet i z głośnym krzykiem rzuciłem się na potwora wbijając mu nóż w przełyk.  Potwór zaczął się wierzgać. Zaczął maleć, jakby się rozpadał, a potem nic po nim nie zostało. Zabrałem szybko swój nóż i schowałem do kieszeni. Podbiegłem do Kathy.  Nadal wolno oddychała.
- Kathy. – szepnąłem do niej. – Proszę, obudź się.
            Otworzyła powoli oczy.
- Sean. – powiedziała cicho, ze słabym uśmiechem. – Udało się ?
- Tak . – powiedziałem, a łzy zaczęły spływać po moim policzku.
- To dziwne. – mówiła z trudem. – Ale…
            Zamknęła oczy.  Oddychała wolno i wiedziałem, że na razie tak zostanie. Ma swój własny sen. Nie mogę się z nią kontaktować.  Ale zrobię wszystko, by ją ocalić. Nie mogę jej zostawić.
- Wyjdziesz z tego. – szepnąłem, przytulając jej ciało. – Wyjdziesz z tego, bo… bo Kocham cię.
__________________________________
Oto pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że będzie się podobał.
Czekam na komy :*



0 komentarze: